Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Kebavita na koniec sezonu podejmowała zdegradowaną Contrę. Gospodarze w tym sezonie na pewno liczyli na więcej, ale niestety słabsza runda spowodowała, że musieli zadowolić się piątym miejscem. Contra z kolei mając spore problemy kadrowe spadła z ligi, ale chciała w dobrym stylu zakończyć sezon. Pierwsza połowa to nieoczekiwanie bardzo dobra postawa gości, którzy grali dobrze w defensywie i szukali swoich szans w ataku. Co prawda to Kebavita wyszła na prowadzenie, ale Contra szybko wyrównała po rzucie karnym, którego wykorzystał Michał Raciborski. Przy stanie 1:1 mieliśmy wapno dla ekipy Buraka Cana. Tutaj niestety Azamat przestrzelił i to szybko się zemściło. Contra po składnej akcji wyszła na prowadzenie, co bardzo zdenerwowało menedżera Buraka Cana. Gospodarze jednak umieli szybko się pozbierać i Kamil Majorek dwa razy pokonał Macieja Antczaka i to ponownie Kebavita była na prowadzeniu 3:2. Jednak gospodarze grali nonszalancko i to stworzyło ponownie okazje dla rywali. Adrian Bucki w samej końcówce pierwszej połowy pokonał Michała Dryńskiego i na przerwę ekipy schodziły z remisem 3:3. Po zmianie stron liczyliśmy, że nadal wynik będzie na styku. Jednak nie wiemy dlaczego Contra nagle stanęła, a Kebavita zaczęła grać znakomicie i przede wszystkim skutecznie. W ataku brylował Kamil Majorek, który strzelał, dogrywał i w zasadzie był w tym spotkaniu najlepszym graczem gospodarzy. Team Michała Raciborskiego nie miał już tyle pary co w pierwszych 25 minutach i to spowodowało, że wynik nam się w tym spotkaniu rozjechał. Ostatecznie skończyło się 17 :6 co pokazuje jaką przewagę w drugiej połowie miała Kebavita.
W ekstraklasie przed ostatnią kolejką wiedzieliśmy już wszystko jeżeli chodzi o podium, ale ostatnie mecze zapowiadały się i tak interesująco. Spotkanie Tura z East Windem zawsze elektryzuje i obie ekipy w solidnych składach przystąpiły do rywalizacji. Pierwsza połowa to wyrównana gra gdzie mimo kilku znakomitych okazji z obu stron długo nie padały żadne bramki. Mimo kilku prób strzałów z dystansu nic nie chciało wpaść do sieci. Poza tym znakomicie spisywali się bramkarze i zarówno Paweł Wysocki jak i Patryk Korycki spisywali się znakomicie. Dopiero w samej końcówce pierwszej odsłony Paweł Tarnowski po rykoszecie pokonał golkipera rywali. Ze skromną zaliczką 1:0 Tur schodził na przerwę. Po zmianie stron emocji było zdecydowanie więcej. W zaledwie pięć minut East Wind strzelił dwie bramki i to ekipa z Ochoty musiała gonić wynik. Dość szybko jednak odrobiła straty i Marcin Konopka po błędzie w wyprowadzaniu piłki przejął ją i sam wykończył akcję dając remis. Przy stanie 2:2 ponownie lepiej zaczął grać Tur czego efektem była bramka na 3:2. Konrad Wojtkielewicz znakomicie obsłużył podaniem Roberta Hankiewicza a ten z bliskiej odległości skierował piłkę do siatki. Na odpowiedź East Windu czekaliśmy minutę. Jakub Staros w swoim stylu huknął z dystansu i mieliśmy ponownie remis. Ten sam zawodnik po chwili w bliźniaczej akcji ponownie nie dał szans Pawłowi Wysockiemu i to ekipa Sebastiana Dąbrowskiego ponownie wyszła na prowadzenie. Tur jednak ponownie odpowiedział, a gola dającego remis strzelił Tomasz Kotus. Remis 4:4 - takim rezultatem zakończył się mecz i z perspektywy całego spotkania był to wynik sprawiedliwy. Tur kończy sezon na trzecim miejscu, a East Wind na najbardziej znienawidzonym przez sportowców czyli czwartym. Oba te zespoły jednak mają jeszcze o co walczyć bo udział w Pucharze Ligi Fanów będzie dla nich przepustką do Fortuna Pucharu Polski, a te zespoły będą w gronie faworytów do końcowego triumfu w tym turnieju.
Spotkanie Narodowego Śródmieścia z Mixamatorem było meczem pożegnalnym z Ekstraklasą. Liczyliśmy na to, że obie ekipy będą chciały się dobrze pokazać na zakończenie swojej przygody z najwyższym poziomem naszych rozgrywek i dostaliśmy całkiem wyrównane i ciekawe spotkanie. Faworytem był tutaj Mixamator, który zdecydowanie lepiej zaczął tę rywalizację. Już w 4 minucie Kamil Krupa huknął z dystansu, a piłka zrykoszetowała i wpadła w okno bramki gospodarzy. Goście nie poszli za ciosem, za to Śródmieście coraz żwawiej zapędzało się pod pole karne przeciwnika i przed świetną okazją stanął Alan Małecki – urwał się obrońcom i wyszedł na czystą pozycję, ale górą był golkiper gości Kuba Kaproń. W 9 minucie Arek Kibler wyprowadził indywidualną akcję, okiwał dwóch obrońców i zdobył gola wyrównującego. Mimo, że Mixamator był stroną zdecydowanie bardziej aktywną w pierwszej połowie, brakowało skuteczności i wynik remisowy utrzymał się do przerwy. Po zmianie stron inicjatywa wciąż utrzymywała się po stronie gości, ale to Śródmieście wyprowadzało groźniejsze ataki. W 32 minucie zespół Marka Szklennika wyszedł na prowadzenie – dalekie podanie do Alana Małeckiego, strzał głową w samo okienko i Narodowe Śródmieście cieszyło się z prowadzenia. Sytuacja Mixamatora robiła się coraz mniej ciekawa, ale powracający po dłuższej przerwie Damian Starosta odwrócił losy meczu. W 37 minucie mądrze pokiwał w polu karnym i doprowadził do remisu, a dwie minuty później razem z Kamilem Kamińskim rozmontował obronę gospodarzy i Mixy znów wyszły na prowadzenie. Po chwili było już 2:4 po golu samobójczym, a kropkę nad i w 45 minucie postawił Mikołaj Prybiński, a mecz zakończył się wynikiem 2:5. Spotkanie to było poniekąd symbolicznym podsumowaniem rundy w wykonaniu Narodowego Śródmieścia – nie brakowało zaangażowania i woli walki, szło nieźle, ale ostatecznie i tak skończyło się niepowodzeniem. Team Michała Fijołka godnie zakończył swój pobyt na najwyższym poziomie rozgrywkowym, a doświadczenie zdobyte w ekstraklasie na pewno zaprocentuje w przyszłości.
Spotkanie Impulsu z AnonyMMous miało spore znaczenie nie tylko w zakresie ostatecznego miejsca tych drużyn ekstraklasie w tym sezonie, ale dawało przepustkę do Pucharu Ligi Fanów. Pierwsza połowa to istne piłkarskie szachy i długo czekaliśmy aż któraś z drużyn przełamie się na boisku. Impuls grał schematycznie i nie potrafił zaskoczyć teamu Maćka Miękiny. Strzałów z dystansu próbował Volodymyr Slobozheniuk, ale były to bardzo niecelne próby i tylko raz bramkarz Anonimowych miał okazję się wykazać. Z drugiej strony Anonimowi nie potrafili stworzyć sobie klarownych sytuacji, a szwankowało zdecydowanie ostatnie podanie. Dopiero niemoc strzelecką przełamał stały fragment gry. W polu karnym faulowany był zawodnik gości i sędzia wskazał na wapno. Grzegorz Dryka nie pomylił się i było 0:1. Takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa. Po zmianie stron gospodarze musieli zaatakować. Jednak robili to w sposób przewidywalny i wolny i defensywa gości nie miała problemu by kasować groźne akcje w zalążku. Do tego mniej więcej w 35 minucie Daniel Kuznetsov za niesportowy gest otrzymał czerwoną kartkę i gracze z Ukrainy 10 minut musieli grać w osłabieniu. Anonimowi w tym okresie podwyższyli prowadzenie, ale o dziwo Impuls też miał szanse na strzelenie bramki. W końcówce ponownie Grzegorz Dryka trafił do siatki i ustalił wynik spotkania na 0:3. Do tego jeszcze mieliśmy drugą czerwoną kartkę dla bramkarza teamu z Ukrainy za zagranie ręką za polem karnym i to zamknęło całkowicie to spotkanie. Niestety Impuls zagrał poniżej oczekiwań i zasłużenie przegrał to spotkanie. Anonimowi po wygranej meldują się w koszyku ekip do losowania w Pucharze Ligi Fanów i jest to swoista nagroda dla teamu Maćka Miękiny za ten całkiem udany sezon.
Pojedynek, który od kilku lat elektryzuje wszystkich sympatyków piłki nożnej 6-owobowej w naszym kraju. Mecz zespołów, które od paru sezonów są w czołówce w Polsce jeżeli chodzi o sportowe osiągnięcia w tej dyscyplinie sportu. FC Gorlicka kontra Pojemna Halina. Gospodarze przystąpili do tego meczu w niemal najmocniejszym aktualnie zestawieniu, z szeroką 13-osobową kadrą. Goście co jest u nich rzadkością również bez problemów personalnych w aż 10 osób przyjechali na al. Picassa. Przed meczem wiedzieliśmy, że losy mistrzowskiego tytułu są już zapewnione, ale był to mecz o prestiż i w powietrzu czuć było, że jednej i drugiej drużynie bardzo zależy na zwycięstwie. Lepiej w mecz wszedł świeżo upieczony mistrz ekstraklasy, który raz po raz zasypywał strzałami bramkę kapitalnie dysponowanego Tomasza Warszawskiego. Pierwszy cios jednak wyprowadzili goście. Konkretnie Łukasz Stanisławski, który świetnym strzałem pokonał Mateusza Kota. Niedługo później sytuacja się powtórzyła. To FC Gorlicka miała więcej z gry, ale bardzo mądrze grająca Pojemna Halina zdobyła gola, a uczynił to Mateusz Cichawa. Przed przerwą żółtą kartkę za faul taktyczny otrzymał Kamil Dankowski, co mogło być gwoździem do trumny dla gospodarzy. Na szczęście dla nich nie było, bo paradoksalnie ich rywale w przewadze radzili sobie gorzej niż grając 6 na 6. Po pierwszych 25 minutach mieliśmy wynik 0:2. Po pół godzinie gry kolejnego gola dorzucili srebrni medaliści ekstraklasy. Zrobił to Jan Skotnicki, który przepięknym trafieniem pokonał Mateusza Łysika (w przerwie zmienił Mateusza Kota). Chwilę później gdy bramkę zdobył Karol Szeliga widać było mocną konsternację nie tylko w szeregach lidera, ale i ludzi zgromadzonych wokół boiska. Nikt się nie spodziewał, że na kwadrans przed końcem pojedynku stan meczu będzie tak wysoki na korzyść jakiejś z ekip. Dodatkowo bardzo dużą nieskutecznością razili gracze aktualnych wicemistrzów Polski. Ostatnie 10 minut meczu to desperackie ataki FC Gorlickiej, która już nie miała pomysłu na sforsowanie szczelnej obrony przeciwników. Udało im się to dopiero w 43 minucie, kiedy to gola zdobył Mateusz Łysik. Moment później ten sam gracz dorzucił kolejne trafienie. W kolejnej akcji Sosnowski stojąc niemal przed pustą bramką trafił w poprzeczkę. W ostatnich sekundach spotkania kolejnym pięknym strzałem popisał się Łysik, ale nie starczyło czasu na więcej i ostatecznie gospodarze ulegają Pojemnej Halinie 3:4.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)